Sztuczna inteligencja wkracza do szkół – czy to powód do paniki, czy szansa na nowe partnerstwo? Możemy zamykać się na zmiany lub mądrze integrować technologię z edukacją. Czy nauczyciel dalej będzie miał szansę być alfą i omegą, czy powinien znaleźć inną drogę? To, co wybierzemy, zdefiniuje przyszłość nauczania.
Ilustrację przygotował dla nas Gemini, ale do tekstu się nie dotykał. I dobrze bo patrząc na to jak mu idzie pisanie po Polsku to jeszcze kilka lekcji ma do odrobienia.
Autorką tekstu jest Anna Radulska-Cieliczko, rodzima ekspertka od AI, która wcześniej gościła u nas w podcaście.
Sztuczna inteligencja wkracza do szkół, i od razu pojawiają się pytania: Czy to powód do paniki, czy może jednak szansa na zupełnie nowe, rewolucyjne partnerstwo? Co to oznacza dla nauczycieli i uczniów? Stoimy na rozdrożu. Jedna droga to panika, zakazy i obawy – próba zamknięcia drzwi przed rewolucją, która i tak, bądźmy szczerzy – wejdzie oknem. Druga droga to, mądra, przemyślana integracja – rozsądne partnerstwo z technologią. To, co wybierzemy, zdefiniuje całą ścieżkę nauczania.
Zacznijmy od najbardziej konkretnego, namacalnego przykładu. Czyli od korzyści, jakie sztuczna inteligencja może zaoferować tu i teraz. Oddanie czasu nauczycielom. Powiedzmy sobie szczerze: każdy nauczyciel wie, ile godzin spędza na zadaniach czysto administracyjnych. Planowanie materiałów, planów lekcji, papierkowa robota, cała biurokracja – to czas, który w 100 procentach mógłby być poświęcony uczniom, ale często ginie w dokumentach. To prosta droga do frustracji i wypalenia zawodowego.
Wyobraźmy sobie, że każdy nauczyciel ma osobistego pomocnika, którym jest sztuczna inteligencja. Planowanie lekcji dla uczniów w danym wieku i ustalanie im celów, różnicowanie zadań dla uczniów o różnych potrzebach, tworzenie quizów, scenariusze lekcji – wszystkie powtarzalne i czasochłonne czynności można zautomatyzować. Przykładem może być stworzenie zindywidualizowanych opinii na temat ucznia, na wywiadówkę, oddzielnie dla każdego rodzica. Coś, co zajmuje długie godziny, może teraz zająć tylko kilka minut. To realna oszczędność czasu. Nie chodzi o zastąpienie nauczyciela. Celem jest nauczyciela wzmocnienie. Uwolnienie jego czasu i energii na to, co w tej pracy jest niezastąpione. Na budowanie relacji i mentoring, na prawdziwą interakcję z uczniami.
Trzeba sobie uzmysłowić, że z tak wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. Jako ludzie, musimy zmierzyć się z największą obawą: kwestią etyki i możliwością oszukiwania przez uczniów. Kluczem może okazać się zmiana sposobu myślenia. Czy postrzegamy AI jako „kod oszustwa” sprzyjający nadużyciom i powierzchowności? Czy (patrzymy na AI) jako na łatwiejsze zaliczenie materiału? A może jednak powinniśmy widzieć w tym potężne narzędzie pracy, które, jak każde inne trzeba opanować. Nauczyć się, jak należy go używać mądrze, efektywnie, a przede wszystkim odpowiedzialnie i bezpiecznie.
I właśnie to wyzwanie staje się dużą szansą, by nauczać czegoś znacznie ważniejszego niż suche fakty. Pozwala się skupić na kompetencjach, które będą kluczowe w przyszłości. I co ciekawe, jedna z największych wad sztucznej inteligencji, tzw. halucynacje, czyli po prostu generowanie informacji nieprawdziwych, bezsensownych lub błędnych merytorycznie, może stać się genialnym narzędziem edukacyjnym.
Uczmy krytycznego myślenia. Analizowanie błędów, popełnianych przez AI, staje się doskonałą lekcją krytycznego myślenia i weryfikacji źródeł. Kolejną ważną kwestią jest transparentność. Muszą powstać jasne zasady, dotyczące cytowania prac, przy których pomagała AI. Kolejnym ważnym elementem jest inżynieria promptów, czyli nauka zadawania precyzyjnych pytań, aby uzyskać wartościowe odpowiedzi. Co ważne, ta nowa umiejętność otwiera nowe możliwości na rynku pracy.
Przejdźmy do ważnej kwestii. Co tak naprawdę sprawia, że rola nauczyciela pozostaje absolutnie niezastąpiona? Algorytm potrafi przetworzyć miliardy danych w ułamku sekundy, ale istnieją takie obszary, w których nigdy nie zastąpi człowieka. Żaden algorytm nie zbuduje autentycznej relacji, nie okaże prawdziwej empatii, ani nie przekaże głębokiej życiowej mądrości. To wszystko pozostaje domeną człowieka.
Jak ewoluuje rola nauczyciela? Kiedyś nauczyciel był źródłem wiedzy, dziś jest przewodnikiem, a w przyszłości będzie mentorem, kształtującym charakter i odporność psychiczną. Sztuczna inteligencja nie umniejsza tej roli, wręcz przeciwnie – wzmacnia ją. Paradoksalnie, ta ludzka rola edukatora staje się ważniejsza niż kiedykolwiek. Nauczyciel przestaje być osobą, która przekazuje informacje, zamiast tego staje się mentorem, facylitatorem, kimś, kto pomaga odnaleźć się w gąszczu wiedzy. Staje się on również przewodnikiem etycznym. To prawdziwa rewolucja w kierunku mądrości i realnego wsparcia. Jaki zatem jest podział ról?
Co robi AI? Przetwarza gigantyczne ilości danych, generuje tekst oraz odpowiada na konkretne pytania o fakty. A co w tym czasie robi nauczyciel? Robi to, czego maszyna nie potrafi. Buduje relacje, kształtuje empatię i wrażliwość, pomaga rozwiązywać złożone dylematy etyczne. To jest właśnie to partnerstwo, w którym każdy wnosi coś absolutnie unikatowego. Powtórzę – żaden algorytm nie zastąpi ludzkiej zdolności inspirowania pasji, prawdziwego wsparcia emocjonalnego ani nie poprowadzi przez meandry moralnego rozwoju. Potencjał jest ogromny.
Poznaliśmy zasadę, ale pozostaje pytanie: jak nauczyciel i uczeń mają rozpocząć podróż z AI? Od czego zacząć? Dziś nie pytamy, czy używać sztucznej inteligencji, ale jak jej używać, aby stała się najlepszym elementem edukacji. Dziś to nie jest opcja, lecz konieczność.
Nie należy od razu robić wielkiej rewolucji i wywracać wszystkiego do góry nogami. Kluczem jest metoda małych kroków. Oddelegujmy AI do nudnych, powtarzalnych zadań, skupmy się na tym, co najważniejsze: na inspirowaniu.
Podsumowanie może być jednoznaczne. Czy powinniśmy używać AI? To już się dzieje! Pytanie brzmi, jak możemy jej użyć, aby na nowo i na lepsze wymyślić edukację. I to jest nasze wspólne, wielkie wyzwanie, ale też ogromna szansa.
Anna Radulska-Cieliczko